Posiadać możliwość trzymania swoich uczyć – nawet tych nieposkromionych – na wodzy jest zdolnością, która dziś ratuje dusze i życia.
“Kochaj i tańcz”?
•7 marzec 2009 • Dodaj komentarzKochaj i tańcz – z pewnością nie za sprawą tego filmu… Jest on MEGA! komercyjną produkcją, stworzoną w ten sposób, by do kina zachęcić zarówno młodzież jak i dorosłych. Zdecydowana przewaga tańca towarzyskiego i nowoczesnego jest ukłonem w stronę widzów TVNowskiego “Tańca z Gwiazdami” oraz teatrów tańca. Największym zaskoczeniem był dla mnie kompletny brak undergroundowego stylu! Nie wymagam już oldschoolowych odmian hiphopu, ale żeby nawet bez new style’u?! Ale oczywiście zostać musiał break, gdyż na wygibasy lubi popatrzeć każdy – młody czy stary… Nawet fnf/fpc pokazało coś co mnie bardzo zasmuciło… Nie dość, że ujęć z ich obecnością jest jak na lekarstwo to jeszcze każdy tańczy coś, co zupełnie nie leży w jego stylu. Kompletną tragedią był moment castingu zespołów i solistów. 2-sekundowe ujęcia kilkudziesięciu różnych załóg pomieszane ze sobą to najgorsza rzecz, jaką można było oglądać w tym filmie. To tak jakby wziąć zrobić choreografie składające się z jednego ruchu i pokazać je kolejno po sobie. Kompletnie NIC WSPÓLNEGO nie miało to z czymś co można nazwać TAŃCEM! Aaa zapomniałbym… oczywiście jako że to polski film, w roli głównej zagrać musiał macho Damięcki! Bo po co dawać kogoś kto faktycznie UMIE tańczyć, ale nie ściągnie nam widzów do kina? Lepiej zarobić i zadowolić ludzi, którzy w BYLE JAKIMKOLWIEK ruchu widzą taniec, a nie pokazać prawdziwie doskonałą formę kogoś kto TAŃCZY a nie GRA w filmach i serialach… Do tego ukoronowaniem klapy jest muzyka. Jeśli film o tańcu to oczywiście muzyka jest nieodłącznym jego elementem. Szkoda tylko, że prawie cała muzyka, która nie była tworzona na potrzeby filmu jest przesłuchanym przez miliony ludzi chłamem odtwarzanym w Radiu ZET. Po co szukać nowych kawałków by zaskoczyć ludzi, którzy smakują w muzyce? Lepiej wpakować Boba Sinclaire’a, którego każdy 5-latek i 50-latek zna, a i na parkiecie potrafi przy nim pobałnsować na imprezie weselnej czy na balu spółdzielni mieszkaniowej i w remizie. Nie wymagam artystycznego piękna, ale jest tyle utworów, które dopiero można ODKRYĆ! Nawet w Make It Happen użyto utworów, które mało kto znał, a Just Dance od Lady Gaga w tym filmie znalazło się na długo przed tym, niż ktokolwiek o tym utworze w ogóle słyszał.
Zawiodłem się na tym filmie niesamowicie mocno. Nie warto marnować pieniędzy na kino. Lepiej poczekać do przyszłego roku kiedy pokazywać będą to na TVNie… choć wtedy na pewno nie oglądnę tego drugi raz!
3/10
Dance… or die!
•22 listopad 2008 • Dodaj komentarzOdkąd pamiętam moje zainteresowania zawsze były związane z muzyką. Nie będę rozpisywał się z czym kolejno byłem związany, aktualnie jest to czynność, z którą nie mam zamiaru się już nigdy rozstać. ; )
- Hip-Hop undergnd,
- Hip-Hop oldschool,
- Krump,
- New Style,
- New Age,
- Funky,
- Pop,
- JFH,
- House,
- Wacking,
- Baltimore,
- Dancehall,
- Ragga,
- Modern Jazz
Chciałbym również gorąco podziękować wszystkim moim nauczycielom oraz osobom, dzięki którym mogłem rozwijać swój warsztat, m.in.:
- Marcjan Gepfert
- Ola ‘Kratka’ Faryna
- Ania Kiszka
- Rałał ‘Roofi’ Kamiński
- Filip Czeszyk
- Andrzej ‘Andrew’ Starowicz
- Radek Michalak
- Kryspin Hermański
- Mariusz ‘Maniek’ Kotarski
- Natalia ‘Ruda’ Madej
- Aneta Gąsiewicz
- Tao Shin
- Roksana ‘Roxi’ Saniuk
- Marcin ‘Mrozek’ Mroziński
- Gabriel Francisco
- Tony Czar
- Tricia Miranda
- Lee Daniel
- Jian Louise
- Andye J.
- fnf crew
- fpc crew
- be2be crew
- Krzysztof Mazur
- Piotr Bańkowski
- Sebastian Krupa
- Agata Zeliszek
- Anna Hańczewska
oraz experci z wioski. ; )
Siły dobra kontra siły zła
•17 listopad 2008 • Dodaj komentarzZastanawiam się co wygrywa i od czego zależy przewaga jednej czy drugiej strony… Z góry informuję, że najmniejszego zamiaru nie mam konfrontować ze sobą sił niebios z piekielnymi! To nie w moim stylu, zważając choćby na fakt moich poglądów religijnych.
Chodzi o wymagania, które stawia przed nami los, który sami sobie obieramy. Dobro czyli pasje, miłość, czynności, którym lubimy poświęcać wolny czas; zło czyli przymus i to, co nie może zostać odłożone ze względu chociażby na odgórnie ustalony harmonogram. Uściślając, dochodząc do minimalizmu – lenistwo kontra konieczność wypełniania obowiązków. ;p
c.d.n.
Teraźniejszość przez pryzmat przeszłości?
•25 wrzesień 2008 • Dodaj komentarzNie od dzisiaj wiadomo, że poglądy setek milionów ludzi budowane są na stereotypach, plotkach czy pomówieniach. Skąd one się wzięły? Ano z całą pewnością z przeszłych czynów, które dany podmiot (lub podmioty) kiedyśtam ważył się wykonać… Natomiast wiele innych milionów osób cierpi na tym, bo wychodząc na ulicę w ulubionych ciuchach lub – co gorsza – po prostu pokazując się na ulicy jeśli mamy pewne cechy “charakterystyczne” (urodę, ba… nawet fryzurę czy jeszcze gorzej – naturalny kolor włosów) zostajemy postrzegani przez “filtry”, którą to mają czelność zwać się właśnie stereotypami.
Nie będę poruszał dalej tego tematu, bo każdy sam może zastanowić się czy kiedyś nie został źle odebrany np. będąc (jako polak) w Anglii czy wychodząc na ulicę w czymś co jest modne tylko w pewnej grupie społecznej, z którą wcale nie musimy się utożsamiać…
Chciałem jednak zapytać czy nasze faktyczne czyny z przeszłości powinny być wyznacznikami do tego, jak inni ludzie będą na nas patrzeć? W końcu każdy człowiek popełnia błędy, nikt nie jest nieomylny, a i w końcu każda osoba może się zmienić – zarówno na gorsze jak i na lepsze – o czym już mało kto pamięta… Czy jeśli w przeszłości zrobiliśmy coś złego, czego teraz żałujemy – musimy żałować tego do końca życia, bo tak bardzo wpływa to na nasze życie poprzez osoby, z którymi się spotykamy, znamy – a one patrzą na nas “krzywym okiem”? Patrzą przez pryzmat przeszłych czynów i nie potrafią zmienić swojego zdania. “Pół biedy” jeśli dotyczy to jakichś pierdół, ale jeśli ktoś popełnił coś naprawdę złego?
Każdy ma prawo do poprawy, każdy ma prawo do bycia szczęśliwym – nieważne od tego jaki jest i co zrobił.*
* – nie uwzględniać uważanych za ogół społeczeństwa zwyrodnień – to jest: morderstwa z premedytacją, gwałtu, pedofilii…
Boy A
•24 wrzesień 2008 • Dodaj komentarzBoy A – film z 2007r. w którym po raz pierwszy jakąkolwiek główną rolę gra Andrew Garfield (wcześniej role tła w “Ukrytej Strategii” obok Cruise’a, Streep i Redforda oraz w “Kochanicach Króla” obok Portman, Johhanson, Banna czy Strugessa). Debiut tego aktora w roli pierwszoplanowej przypadł na dramat ‘Boy A’ mówiący o chłopaku, który po resocjalizacji w więzieniu (gdzie znalazł się jeszcze jako dziecko) chce rozpocząć nowe życie oderwane od prześladującej go przeszłości. Debiut – zważając na specyficzną grę – można powiedzieć udany… Na pewno udany scenariusz tego filmu. Obraz bardzo poruszający i skłaniający do refleksji. Z pewnością nie na niedzielne popołudnia z rozhahaną rodziną. Bardzo charakterystycze – jednocześnie dziwne i doskonałe – wrażenie pozostawia wizualna strona obrazu, który – oczywiście – mimo tego, że był kolorowy… wydawał się być czarno-biały… Świat, w którym żyje główny bohater – Jack jest pozbawiony barw i taki też go zapamiętujemy… Zupełnie jakgdybyśmy oglądali czarno-biały obraz właśnie. Doskonale oddaje to uczucia jakie budzi tok wydarzeń oparty na kompozycji otwartej – z przeszłości poznajemy zaledwie strzępy informacji, a zakończenie pozostawia pytania bez odpowiedzi. Film raczej nie nadaje się do oceny… Najlepsza oceną będzie fakt, że z pewnością śmiało można go polecić!
Long, long time ago…
•24 wrzesień 2008 • Dodaj komentarzHmm… Dawno mnie już tutaj nie było. A przyznam, że miałbym o czym pisać… Mnóstwo filmów, wiele “nowości” związanych z moimi pasjami, czyli rowerem górskim i tańcem (o tym jeszcze nie wspominałem ;p). Plus parę rozważań do ‘egzystencjalizmu‘… Przy okazji zaczynają się studia, nowe życie, nowe miejsce do tegoż życia…
Mam nadzieję, że niebawem znajdzie się tutaj więcej wpisów.
Miałem w planach też otwarcie bloga prywatnego. Zobaczymy…
10.000BC
•23 maj 2008 • Dodaj komentarz10.000BC czyli co tam w prehistorii piszczy. Będzie krótko, bo godzina późna. Podróż na koniec świata okupiona walką w imię miłości. Brzmi mocno hollywoodzko, ale tym razem w odrobinę inny sposób. Piękne obrazy, nieznany nam świat tak bliski, a jednocześnie nigdy już nie osiągalny. Poruszające sceny i motyw sprzeciwienia się losowi, pokonania fatum. Pełen niedorzeczności film o zabobonach? Czyli wszystko na swoim miejscu! Ale jakoś tak realistycznie w tej fantazji… i przyjemnie. “Niektórzy mówią, że przybyli z gwiazd. Inni wierzą, że przylecieli zza Wielkiej Wody, kiedy ich kraina zatonęła.” Nawet teoria z UFO i Atlantydą się zgadza! Aktorstwo-amatorstwo na zadziwiająco profesjonalnym poziomie. 8/10 bo źle nie było, a zdanie “wielce krytyków” preferuję mieć szeroko W DUPIE! Także polecam!
Naruto: Shippuuden, the Movie
•22 maj 2008 • Dodaj komentarzNaruto Shippuuden Movie… nie wiem od czego by tu zacząć… Rzuciłem się na głęboką wodę w ogóle nie zapoznając się z jakąkolwiek TV anime z serii ‘Naruto’. Ale może to i dobrze, bo obiektywnie będzie. A było w tym filmie wszystko to, co esencją japońskiej anime jest! Specyficzny humor, ukazany w jeszcze bardziej specyficzny sposób; świetna muzyka; oryginalna fabuła, która mimo iż sprowadza się do przejścia z punktu A do punktu B, wykazuje sporą dozę urozmaiceń; no i wykreowanie samych postaci jakich nigdzie indziej nie znajdziemy. Film trwał 1h 30min, ale zdawało się, że trwał zaledwie moment. Ogląda się przyjemnie, dużo frajdy oddaje! Wręcz pozostaje niedosyt spowodowany “krótkością” obrazu! Chciałoby się więcej. Ta część ‘Naruto’ mocno przypomniała mi jeszcze nie dokończony OAV ‘Air TV’… Kilka podobnych wątków i wyciskanie łez w najmniej oczekiwanych momentach. No i przemiana bohaterów… Mmm! Widziałem jednak już lepsze anime w kategorii “narutowskiej” (wspomniany ‘Air TV’), więc 7/10.
The Thing – “Coś wyjątkowego” – kontr-recenzja
•21 maj 2008 • Dodaj komentarzCoś wyjątkowego (kino)
Horrory to gatunek filmowy, który w ostatnich latach przeżywa prawdziwy zastój. Współczesnym dreszczowcom brakuje finezji, polotu i klimatu grozy. Straszenie w kinie zaczęło opierać się na prostej zagrywce – w kinie jest cicho, nagle jakiś potwór/morderca/duch wyskakuje z przerażającym krzykiem na niczego nieświadomą ofiarę, a widzowie ze strachu podskakują na siedzeniach. Ostatnio często horrory opierają się na krwawych efektach. Twórcy wychodzą z założenia, że nie ma nic bardziej strasznego niż widok sterty flaków. Moim zdaniem nie ma nic bardziej żałosnego…
Czytaj dalej ‘The Thing – “Coś wyjątkowego” – kontr-recenzja’
