Filmy, filmy… part 2
El Orfanto czyli Sierociniec – film, który zdaje się być niepoprawnie zaklasyfikowany do gatunku horroru. Bliżej mu, w wywoływaniu emocji, do thrillera osnutego tajemnicą godną miana baśni. Czy przypadkiem inna hiszpańska produkcja – Labirynt Fauna nie była podobna? Mamy dzieci, ich wyimaginowanych “przyjaciół”, nutkę strachu i niepewność tego co czyha za rogiem. Wszystko się zgadza! Nie oszukując się jednak ‘Sierociniec’ do pięt nie dorasta ‘Labiryntowi Fauna’. Wszystko to za sprawą płytkiego dna – mielizny filmowej… Widzimy na ekranie sam tylko obraz pozbawiony uczuć i emocji, które z pewnością towarzyszyły bohaterom przedstawionym w filmie. Film nie wnosi też nic nowego – zdjęcia byle pokazać, muzyka by zapełnić ciszę, aktorzy jacyś tacy od niechcenia… 4/10
Appleseed – część pierwsza, czyli Japońska produkcja sci-fi pod pięknym szyldem anime! Próżno doszukiwać się w tym tytule przesłanek rodem z ‘Final Fantasy’ lub ‘Ergo Proxy’ – ‘Appleseed’ to po prostu fotorealistyczny film akcji wykonany techniką animacji komputerowej! Ot tak jakbyśmy włączyli ‘Człowieka Demolkę’ w wersji animowanej. Jako entuzjasta wartości graficznych, jestem zmuszony przyznać ‘Appleseed’ z 2004 roku ponadprzeciętną ocenę za jakość wykonania. Nawet zeszłoroczny Vexille ma w tej kategorii spore braki! Obok pięknych animacji 3D postaci oraz lokacji w filmie nie zabrakło ostrych brzmień w wykonaniu Tetsuya Takahashi (również muzyka do gier z serii Final Fantasy) czy Boom Boom Satellites i Paula Oakenfolda. Największym pozytywnym zaskoczeniem jest jednak intro z podkładem Basement Jaxx’a – Good Luck! Pięknie i przyjemnie! Sama historyjka filmu maluje się już jednak przeciętnie – mamy podstawowe wątki, czyli miłosny, nieszczęśliwie miłosny, miłości córki i matki etc. Są to jednak na szczęście wątki poboczne do wizji utopijnego, postnuklearnego świata pogrążonego przez terroryzm. Takie wątki tygrysy lubią najbardziej. 8/10
Appleseed: Ex Machina – nie można nazwać go kontynuacją części poprzedniej ze względu na zupełnie inny wątek, który z tytułowym appleseedem nie ma nic wspólnego; jedynie ot oś czasowa zgadza się jako kontynuacja pierwszej części. Twórcy ‘Ex Machiny’ postanowili wykorzystać to co w podstawie było dobre i jeszcze to poprawić… ale czy nie przegięli? Obraz znacząco nie uległ poprawie, wręcz niektóre elementy tj. włosy zaczęły wyglądać jak plastelina. No proszę państwa! W 2007 roku możliwości renderowania takich elementów wzrosły w stosunku do 2004 roku ponad 20-krotnie! Nie ma jednak co narzekać, gdyż jeszcze więcej scen walki wygląda znakomicie – dynamicznie i efekciarsko! Muzyka nie straciła na wartości, ale już mniej “rzucała się w ucho”. Niektórzy zarzucali ‘Ex Machinie’ jej “niepotrzebność” i liniowość fabuły, ale niektóre pytania widza znalazły odpowiedź dopiero pod sam koniec filmu, co w tym wypadku maluje się na plus. Może jedynie nieszczęsne Connexusy… 8/10 bo część równie wartościowa jak poprzednia!
Full Metal Jacket w wykonaniu Stanleya Kubricka z 1987 roku – film starszy ode mnie, czyli już zyskuje miano “ciekawego”. ;p Opowiada on dzieje jarhead’a od campusu szkoleniowego na Marine do kilku wydarzeń na wojnie Wietnamskiej. Interpretując poszczególne wątki mamy: wpływ wywierany przez ciężki trening wojskowy na słabe (i ciężkie wagowo :P) jednostki; konieczność współpracy w wojsku; bezsens jaki przyświecał niektórym ochotnikom na żołdaków po WW2; zderzenie chęci pokoju i chęci do zabijania w jednej osobie; brak posłuchu dowództwa w krytycznych sytuacjach czy w końcu najważniejsze – zmiana stosunku do wojny po zderzeniu z jej realiami. Wszystko mimo, iż bardzo “wojskowe” opowiedziane jest w bardzo “cywilny” sposób. I o dziwo film ten mogą równie “przyjemnie” oglądnąć mężczyźni jak i kobiety. Muzyka gatunku doskonale znanego nam z ‘We Were Soldiers’ czy ‘Czasu Apokalipsy’ przyjemnie komponuje się z obrazem Wietnamu. Nieraz muzyka przyświeca też humorystycznym elementom filmu… Zresztą cały film utrzymany jest w konwencji nie mającej wiele wspólnego z pełną powagą (a w końcu opowiada o żołnierzach i wojnie). Film Kubricka można uznać jako obnażenie niektórych słabości systemu militarnego w USA podczas Wojny w Wietnamie, jednocześnie nie ukazując ich w złym świetle. Kto zresztą pamięta znakomity ‘Dr. Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę’ z 1964 będzie wiedział czym “dysponuje” Kubrick w swoim arsenale reżyserskim. 8,5/10
American History X – historia mówiąca o możliwości przemiany nienawiści w tolerancję. Główny bohater przebywając z “rasami”, których nienawidzi najbardziej, poznając ich życie, ich poglądy, stosunek do świata – doznaje przemiany i dojrzewa do dorosłości pozostawiając negatywne uczucia, które mocno związane są z dzieciństwem, okresem kształtowania charakteru (m.in. przez rodziców – tu: rasistowskiego ojca). Świetna kreacja Edwarda Nortona! Film z dużą dawką agresji, przemocy, brutalności, ale i chęci bycia szczęśliwym z rodziną, dla której chce się wszystkiego tego, co najlepiej. Konfrontacja dwóch przeciwstawnych wartości. Brawa dla reżysera, który nie przedstawia neonazizmu jako zła bezwzględnego, ale ukazuje go w obiektywny sposób – pozostawiając końcową ocenę dobra i zła samemu widzowi. Najbardziej poruszające jest jednak zakończenie filmu, które utwierdza widza w szoku powodującym pamięć o tym filmie na długi czas. 9,5/10

Dodaj komentarz